-
Koszyk jest pusty
-
x
- Kategorie
- Szukaj
-
Japońskie kalendarze
Kalendarze ścienne i biurkowe oparte na japońskim podziale roku
W Japonii rok od wieków dzieli się nie tylko na dwanaście miesięcy, lecz na dwadzieścia cztery okresy po mniej więcej piętnaście dni, a każdy z nich jeszcze na trzy pięciodniowe mikropory. Nazwy tych okresów są zaskakująco konkretne: „mgły zaczynają się snuć", „owady otwierają drzwi", „klony i bluszcz żółkną". Kalendarze w tej kategorii budujemy właśnie na tym podziale, z datami liczonymi astronomicznie i sprawdzonymi z rocznikiem japońskiego obserwatorium, z reprodukcjami drzeworytów ukiyo-e i shin-hanga oraz z polskim komentarzem przy każdej japońskiej nazwie. Wszystkie polskie dni ustawowo wolne są na swoim miejscu, więc kalendarz działa na co dzień jak każdy inny, tyle że przez rok pokazuje ci rzeczywistość w dwudziestu czterech i siedemdziesięciu dwóch odsłonach zamiast w dwunastu.
Kalendarz to jedyny przedmiot, na który patrzysz codziennie przez rok i który po roku wyrzucasz. Warto, żeby przez te dwanaście miesięcy dał coś więcej niż numery dni. Poniżej kilka słów o tym, skąd bierze się japoński podział roku i czym się różnią poszczególne rodzaje kalendarzy w tej kategorii.
Rok podzielony na dwadzieścia cztery części
Podział na sekki (節気) przyszedł do Japonii z Chin razem z rolnictwem i pismem. Rok dzieli się na cztery pory, każda pora na sześć okresów, każdy okres trwa około piętnastu dni i zaczyna się w chwili, gdy Słońce mija kolejną wielokrotność piętnastu stopni na ekliptyce. Nazwy są rzeczowe aż do surowości: Shōkan (小寒), „małe mrozy". Taisho (大暑), „wielkie upały". Hakuro (白露), „biała rosa", czyli moment, w którym poranna wilgoć zaczyna wyglądać jak szron. Różnica wobec naszego kalendarza jest istotna: miesiąc to jednostka umowna, wynik decyzji administracyjnych i cesarskich ambicji, a sekki to zjawisko astronomiczne, którego nie da się przesunąć uchwałą.
Siedemdziesiąt dwie mikropory
Każdy okres dzieli się jeszcze na trzy kō (候), pięciodniowe mikropory. Razem siedemdziesiąt dwie w roku, każda z własną nazwą, i to jest najdziwniejszy zabytek literacki, jaki wydał japoński kalendarz. Nie miały być poezją, powstały jako notatki rolnicze. Mimo to brzmią tak: 東風解凍, wschodni wiatr rozpuszcza lód. 蟄虫啓戸, owady, które przespały zimę, otwierają drzwi. 熊蟄穴, niedźwiedzie zaszywają się w jamach. Pięć dni na to, żeby mgła zaczęła się snuć, potem następne pięć na coś innego. Ktoś kiedyś uznał, że rok jest dostatecznie gęsty, żeby każda z siedemdziesięciu dwóch jego części zasługiwała na osobną nazwę.
Noc, w której Japonia straciła miesiąc
Do 1873 roku Japonia żyła według kalendarza księżycowo-słonecznego, w którym co kilka lat wtrącano trzynasty miesiąc, żeby lata nie rozjechały się z porami roku. Rząd Meiji zniósł go dekretem: trzeci dzień dwunastego miesiąca piątego roku Meiji stał się z dnia na dzień pierwszym stycznia 1873. Dwadzieścia siedem dni po prostu zniknęło, a ludzie dowiedzieli się o tym na kilka tygodni przed faktem. Wśród powodów wymienia się nie tylko chęć zrównania się z Zachodem: kolejny rok miałby trzynaście miesięcy, a świeżo utworzona administracja płaciła już urzędnikom pensje miesięczne. Stary układ przetrwał jednak w tym, co ważne. Święta, obrzędy i właśnie sekki nadal wyznaczają rytm japońskiego roku, a wiele japońskich kalendarzy drukuje je obok dat gregoriańskich.
Skąd biorą się daty w naszych kalendarzach
Sekki nie mają stałych dat, wypadają co roku inaczej, a moment przejścia bywa kwestią minut po północy. Przy takich godzinach byle błąd w rachunku przesuwa datę o cały dzień. Dlatego nie przepisujemy dat z internetu: liczymy je z efemerydy DE421, tej samej, której NASA używa do nawigacji sond, a potem porównujemy wynik z Rekiyōkō, rocznikiem astronomicznym Narodowego Obserwatorium Astronomicznego Japonii. Nazwy i odczyty mikropór sprawdzamy w co najmniej dwóch źródłach japońskich, bo popularne strony bywają w tej materii zaskakująco niedbałe.
Ścienny czy biurkowy
Kalendarz ścienny w dużym formacie jest przedmiotem, który organizuje ścianę i widać go z drugiego końca pokoju. Sprawdza się w kuchni, w salonie i w gabinecie, wszędzie tam, gdzie ktoś na niego zerknie mimochodem i przy okazji przeczyta jedno zdanie o aktualnej mikroporze. Kalendarz biurkowy działa inaczej, na dystans wyciągniętej ręki: mniejsza reprodukcja, więcej tekstu, codzienne obcowanie zamiast spojrzenia z dala.
Na prezent
Kalendarz jest dobrym prezentem z prostego powodu: przez dwanaście miesięcy przypomina, od kogo przyszedł, a przy tym nikomu nie zawadza i nie trzeba zgadywać rozmiaru. Ten akurat sprawdza się też u kogoś, kto o Japonii nie wie nic, bo wszystkie japońskie nazwy mają polskie objaśnienia, a kalendarium działa jak w każdym innym kalendarzu.